en

Wyższe poziomy walki - Rozdział 1

Boża armia sparaliżowana strachem

”Bo Bóg nie dał nam ducha strachu, ale mocy, i miłości i trzeźwego umysłu” (2 Tym 1,7)

Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku widzieliśmy silny rozwój objawienia o walce duchowej. Bóg stopniowo usuwał przed nami kolejną zasłonę ze Słowa i niektórzy prorocy zaczęli w głębszy sposób rozumieć zasady świata duchowego, jego struktury i hierarchię mocy demonicznych. Pan dał również mądrość, jak skutecznie obalać warownie w okręgach niebieskich i w sposób namacalny otwierać nad danym terenem niebo, co z kolei pozwoliło przemieniać miasta i narody. W ten sposób powstała potężna, ogólnoświatowa armia, która zaczęła trząść regionami ciemności. W Bożym Królestwie na ziemi nastąpił gwałtowny wzrost.

Dzięki bożej łasce jestem częścią tej armii, jednym z jej generałów. Wsparta Bożą mocą wygrałam kilka bitew w paru najciemniejszych miejscach na świecie. Całą armią toczyliśmy wiele wojen przeciwko potężnym duchom terytorialnym w okręgach niebieskich, przynosząc wolność milionom ludzi związanym strasznym jarzmem diabła. Widzieliśmy niesamowite przebudzenia w miejscach, do których przedtem dotarcie z ewangelią było praktycznie niemożliwe – w miejscach, które były wręcz cmentarzyskami pastorów, gdzie okultystyczne siły wroga trzymały Kościół w stanie letargu i śmierci.

W wielu narodach znajdujących się pod wpływem rządów najsilniejszych mocy demonicznych kościoły nie mają pojęcia, jak bronić się przed atakami diabła. Wróg używa różnych metod, by rozdzierać je na kawałki. Jednocześnie, dzień po dniu miliony niezbawionych ludzi idą do piekła.

W swoim miłosierdziu Bóg podniósł armię odważnych ludzi, którzy poświęcili Mu się aż do śmierci i mają czelność stawić czoła mocom zła, by ewangelia mogła dotrzeć do milionów zgubionych dusz, a także przynieść im zbawienie. Potężne rezultaty tych wojen, które prowadził Bóg przez swych autentycznych proroków, stały się znane na całym świecie i zainspirowały innych do naśladowania nas. Niektórym się to powiodło, lecz inni stali się ofiarami tragedii.

Nieszczęścia te wynikały z nieznajomości faktu, że nie każdy chrześcijanin jest powołany do walki na pierwszej linii frontu, a ci, którzy są powołani, powinni wpierw nauczyć się zabezpieczać przed diabelskimi atakami. Byli także tacy bracia, którzy rzucali się beztrosko na moce terytorialne wroga, bo podpowiadały im tak tylko własne emocje i działali poza jakimkolwiek autorytetem, więc wychodzili z bitwy poranieni.

Skutki tych pełnych ignorancji inicjatyw zachęciły diabła do kontrataku i w rezultacie przyniosły więcej katastrof niż błogosławieństwa. Największą jednak klęską jest to, że wróg wykorzystał te błędy do wyswobodzenia w całym Kościele potężnej fali strachu przed walką duchową. Ta strategia szatana ma na celu sparaliżowanie prawdziwej armii Boga i powstrzymanie jej od rozprzestrzeniania ewangelii w narodach, co nie pozwoli im otrzymać uwolnienia.

Niestety jest wielu proroków, pastorów i liderów, przytłoczonych konsekwencjami działań ludzi lekceważących zasady. Zamykają się przez to na proces powstawania Bożej Armii. Można to zrozumieć, ale brak rozeznania, ignorancja czy strach nie są z Boga, lecz z diabła. Mają znamiona charakterystyczne dla jego precyzyjnie ułożonego planu zwyciężenia tej bitwy.

Wielu pastorów sprzeciwia się niszczeniu warowni wroga w okręgach niebieskich. Nie zastanawiają się oni nad faktem, że wojna nie zostanie przerwana, tylko dlatego że Boża Armia wstrzymuje się od walki. Diabeł nie zamierza założyć rąk ani też nie będzie ignorować Kościoła, bo ludzie nie chcą walczyć. Czy nie słyszeliśmy tysiące razy, że diabeł przychodzi, by kraść, zabijać i niszczyć? Dużo łatwiej jest obrabować dom, w którym nie ma uzbrojonych stróżów ani wojowników postawionych przy bramach, niż atakować dom strzeżony przez armię wyposażoną w tarcze i potężną broń.

Duchy strachu zyskały niestety wpływ na chrześcijan, a to sparaliżowało i rozbiło wiele osób w Bożej Armii. Duchy te przeniknęły do środka Kościoła pod przykrywką nadużywanego do granic zapobiegawczości frazesu: „lepiej uważać i trzymać się zasad” (choć w samo to stwierdzenie i ja głęboko wierzę, ale nie po to, by tuszować nim strach przed nieznanym).

Jeżeli widzimy, że taka fala strachu jest raz za razem na nas wysyłana, to dlatego że zadaliśmy wrogowi nieodwracalne straty i pragnie nas zatrzymać we wszelki możliwy sposób.

Na całym świecie zjawiają się różne nowe teologie uczące Bożych ludzi, że Pan nie dał nam żadnej mocy, by walczyć przeciwko zwierzchnościom i władzom w okręgach niebieskich. Te nauczania mają nas nastraszyć, że jeśli zaczniemy wiązać duchy terytorialne, to spotkają nas straszne nieszczęścia.

Teologia musi być oparta na Słowie Bożym, a nie na złych doświadczeniach ludzi, którzy nie mieli właściwej wiedzy lub mieli bałagan w życiu.

Bóg daje mi łaskę, bym mogła podróżować do wielu narodów na całym świecie i słuchać wielu niezwykłych wstawienników, których Bóg chce użyć w niszczeniu dzieł diabła oraz ustanawianiu Królestwa Bożego w każdym narodzie. Niestety przez różne plotki, przez książki napisane według nauczań podsycających strach ludzie zaczynają być zdezorientowani i niepewni. Wtedy Boża chwała nie może sięgnąć mniej zewangelizowanych regionów na ziemi, bo Boża Armia jest sparaliżowana strachem. Boi się nieszczęść i tragedii, które – jak głosi demoniczna plotka – mogłyby spaść, jeśli ludzie zaczną uczestniczyć w wojnie. Przez takie doktryny zablokowany jest postęp w Wielkim Żniwie, a Królestwo Boże nie może dotrzeć do najciemniejszych miejsc na ziemi.

Bardzo łatwo jest powiedzieć: „Nie wchodźcie w walkę duchową” w miastach, gdzie ewangelia przyszła wieki temu. Jednak, gdy my śpiewamy sobie „Hallelujah” w naszych pięknych budynkach kościelnych, ludzie w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji są niszczeni przez warownie diabelskie. Gdy terytorialny duch czarów niszczy tam naszych braci, jedyna rzecz, którą im się przekazuje to: „Nie rozpoczynajcie wojny”. Ci ludzie żyją wtedy dalej w beznadziei, pozostawieni bez mocy, zdani na łaskę i niełaskę diabła.

Przychodzili do mnie pastorzy, którzy mówili: „Mój kościół jest bardzo mały, a nasz rejon jest pod wpływem czarownic. Złe duchy wchodzą do mojego domu i budzą mojego syna, rzucając nim o ścianę. Jest dzieckiem, które oddało swoje życie Panu, mimo to nie wiemy, jak mamy się bronić”. Odwiedzałam kościoły założone na liniach mocy, tzw. „ley lines” (też „linie promieniowania geomantycznego”, używane w radiestezji i okultyzmie, miejsca szczególnej aktywności duchów i przekleństw demonicznych, przyp. tłum.), gdzie duchy terytorialne dosłownie rozdzierają je na kawałki. Jest tam dużo chorób, cudzołóstwa i brudu, bo ludzie nigdy nie nauczyli się stawiać czoła diabłu i nie próbują się mu przeciwstawiać.

Raz byłam zaproszona do wielkiego kościoła w Colorado Springs. Powiedziano mi: „Zaatakowała nas śmierć, starsi umierają jeden po drugim, a wiele osób ma wizje i koszmary, w których widzą, jak pastor umiera. Nie wiemy, co robić.”. Budynek kościelny zbudowano na starym cmentarzu Indian i duchy terytorialne domagały się życia tych ludzi, ponieważ ich sanktuarium zostało sprofanowane. Jeżeli nie zaczęlibyśmy walki z tymi zwierzchnościami terytorialnymi w okręgach niebieskich, pastor już by nie żył.

Duchowe przerażenie, strach pojawiający się przy walce strategicznej z powodu zagrożenia „tragicznym w skutkach” kontratakiem, pogubieni wojownicy i porzucona broń – to wszystko, co tu widzimy, to nie efekt doktryny ustanowionej przez Boga. To dzieło diabła. Ponieważ ogólnie ma to zły wpływ na Ciało Chrystusa, mądrze jest nauczyć się przed takimi sytuacjami chronić.

Pocieszające jest to, że te tak zwane doktryny, usunęły z pierwszej linii bitwy tych, którzy nigdy nie powinni się tam znaleźć. Ale nie znaczy to, że diabeł nie będzie zwracał uwagi na ludzi, którzy nie są powołani do walki na poziomie strategicznym. Każdy chrześcijanin powinien być uzbrojony i świadomy sposobów działania wroga. Nikt nie znajduje się poza zasięgiem ataków z „drugiego” nieba i wątpię, czy kiedy jakiś atak nadchodzi, jakaś osoba może powiedzieć diabłu: „Przepraszam, ale my nie walczymy ze zwierzchnościami w drugim niebie”. Mój bracie, lepiej, żebyś był przygotowany na taką okoliczność, bo to nie chrześcijanie inicjują ogień ataku. Diabeł znajduje się na naszym terytorium, strzelając gdzie popadnie, niszcząc nasze społeczeństwa, wciągając miliony do piekła (łącznie z twoimi ukochanymi, jeśli nie zaczniesz o nich walczyć). Działo się to już od wielu, wielu lat, nim zaczęliśmy mówić o walce duchowej.

Poczułam, że Bóg chce żebym napisała tę książkę ‒ nie po to, by kogoś atakować, ale żeby zniszczyć falę strachu i zmieszania, która została wyswobodzona przeciw prawdziwej Armii Boga. Moim celem jest otworzyć ci oczy na prawdę, którą Bóg chce, żebyś znał, na śmiałość i odwagę, i autentyczne namaszczenie walki – aby znów zebrać tych, którzy są powołani do bycia częścią Bożej Armii. Armii pełnej chwały. Armii, która walczy wespół z Chrystusem.

Błogosławię ludzi o życzliwie usposobionych sercach za to, że podjęli starania, by chronić Boży lud przed niepotrzebnymi błędami. Zawsze trzeba pamiętać, że „walczymy nie przeciw ciału i krwi, ale przeciw zwierzchnościom, przeciw mocom, przeciw władcom ciemności tego świata, przeciw duchowym niegodziwościom w miejscach wysokich.” (Ef 6:12).

To jest moje świadectwo – świadectwo jednego z Bożych Generałów. Walczyłam przeciwko zwierzchnościom, mocom, władzom ciemności na najwyższych poziomach, w drugim niebie ‒ i zwyciężyłam, nie ponosząc żadnych ofiar wojny.

Moim celem jest przeprowadzić wyważoną analizę walki duchowej w drugim niebie i pokazać, jak zwyciężać w autorytecie Chrystusa, unikając niepotrzebnych błędów. Ta książka nie jest oparta na cudzych doświadczeniach, ale na moim własnym zrozumieniu duchowego świata i obszernych osobistych doświadczeniach na tym polu. Wszystko to przeszłam dzięki Bożej łasce.

Moją szczerą i głęboką modlitwą jest, aby Boża Armia powstała w śmiałości i odwadze, walcząc w mądrości Najwyższego, aż ziemia będzie pełna poznania Chwały Bożej.

Udostępnij

Podążaj za nami na Facebook'u