en

Wyższe poziomy walki - Rozdział 5

Ofiary wojny

„Wiemy, że żaden z tych, którzy się z Boga narodzili, nie grzeszy, ale że Ten, który z Boga został zrodzony, strzeże go i zły nie może go tknąć.” Jan. 5:18

1. Kim są ci, którzy doświadczają wypadków?

Każdy z nas w Ciele Chrystusa doświadczył jakiegoś rodzaj bólu, choroby, nieszczęścia, wypadku. Tak naprawdę w kościołach jest pełno dolegliwości, nawet jeśli wiele osób nie chce się do tego przyznać. Mimo to głosi się, że diabeł został pokonany i nie może nam już dłużej w żaden sposób szkodzić.

Diabeł stara się każdego dnia atakować wszystkie chrześcijańskie denominacje i grupy. Uważam, że niesprawiedliwe jest twierdzenie, że źródła niepowodzeń oraz chorób są rezultatem zaangażowania w walkę duchową. Tragedie zdarzają się wszędzie, nawet w gronie tych, którzy są zdecydowanymi przeciwnikami ruchu strategicznej walki duchowej. Czy najbardziej konserwatywni chrześcijanie nie chorują? Czy nigdy nie są ofiarami niespodziewanego niepowodzenia lub wypadku? Ludzkość zawsze przechodziła przez wielkie cierpienie – od dnia gdy diabeł przejął kontrolę nad ziemią, gdy założył swoje imperium śmierci, zła i bólu. Królestwo ciemności ma na celu sprowadzać cierpienie na chrześcijan i niewierzących.

„Kto popełnia grzech, z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie.” 1 Jana 3:8

 

Bez względu na to, co szatan i jego demony twierdzą, jest mocniejszy rząd, który je pokonał i który muszą one zaakceptować. Niewątpliwie, nasz wspólny wróg wciąż ryczy, szukając kogoś, kogo może pożreć, jednak nie ma nieograniczonej wolności i nie może robić wszystkiego, co mu się podoba.

2. Czy diabeł naprawdę może dotknąć namaszczonego?

Jezus zapewnił nam na krzyżu całe zwycięstwo, którego kiedykolwiek moglibyśmy potrzebować. Zrobił wszystko, co potrzebne, byśmy żyli pod całkowitą Bożą ochroną. Słowo mówi:

„Wiemy, że żaden z tych, którzy się z Boga narodzili, nie grzeszy ale, że Ten, który z Boga został zrodzony, strzeże go i zły nie może go tknąć” 1 Jan 5:18

W Efezjan 6:10-11 ogłasza również:

„W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy Jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi.”

 

Zgodnie z tymi cytatami nie musimy być wystawieni na atak diabła i jesteśmy też zdolni ostać się jego atakom. Problem, jaki widzimy, to, że większość kościołów nie chodzi drogą, którą powinni chodzić z Panem, ani nie ma założonej pełnej zbroi Bożej.

Ludzie często myślą, że nie żyją w odstępstwie, ponieważ nie cudzołożą, nie upijają się i nie uczestniczą w pogańskich świętach. Żyją jednak w religijnym legalizmie, są pełni bezlitosnej krytyki względem innych i nie próbują poskramiać swoich języków. Ich życie jest pełne plotki oraz współzawodnictwa i jest bardziej oparte na spełnianiu własnych wymysłów niż na Duchu Świętym. Takie osoby często zapisują się do Bożej armii, lecz, jak podpowiada sama logika, pozostają narażeni na diabelski atak.

Każdy rodzaj grzechu doprowadza do zawarcia przymierza z diabłem, daje też demonom legalne podstawy, by zbliżyć się do dziecka Bożego.

a. Musimy rozpoznać każde przymierze, które mogliśmy mieć z diabłem.

Zanim zaangażujemy się w walkę duchową zawsze badamy cechy charakterystyczne mocarza, z którym będziemy walczyć. Wypisujemy je na tablicy i uważnie studiujemy każdą z nich. Staramy się zobaczyć, w jaki sposób sami możemy się zidentyfikować ze specyficznym duchem [jakie grzechy i sposoby działania są powiązane z danym duchem].

Wierzę, że jednym z powodów, dla których Paweł został całkowicie pokonany w głoszeniu ewangelii w Atenach, był fakt, że użył niewłaściwej strategii po przybyciu do miasta.

Rządzącym tam mocarzem był duch Grecji. Charakteryzuje go przede wszystkim bałwochwalczy intelektualizm, humanizm i wywyższanie rozumu nad duchem. Przejawia się głównie w aroganckiej elokwencji. Widzimy go także w tym, że ktoś zawsze stara się zademonstrować, że ma lepszą wiedzę niż inni. Zauważymy go też w konfliktogennych, niekończących się sporach, w których często wszystko jest dowodzone wyłącznie sposobem analitycznym (tj. przez logikę, bez zwracania uwagi na to, co Bóg mówi na modlitwie, oraz na serce – przyp. red.).

Paweł nie był świadomy faktu, że został usidlony przez tego ducha, a co gorsza, pozwolił mu wpływać na siebie. Jego głoszenie było wysoce intelektualne i całkowicie pozbawione jakiejkolwiek Bożej mocy.

„Czekając na nich w Atenach obruszał się Paweł w duchu swoim na widok miasta oddanego bałwochwalstwu. Rozprawiał więc w synagodze z pobożnymi Żydami, a na rynku każdego dnia z tymi, którzy się tam przypadkiem znaleźli. Niektórzy zaś z filozofów epikurejskich i stoickich ścierali się z nim. Jedni mówili: Cóż to chce powiedzieć ten bajarz? Drudzy zaś: zdaje się, że jest zwiastunem obcych Bogów zwiastował im bowiem dobrą nowinę o Jezusie i zmartwychwstaniu.” (Dz. Ap. 17:16-18)

 

Zauważ, jak Paweł uległ duchowi sporów i dyskusji. Wpadł w pułapkę wroga, ponieważ użył mylącego, intelektualnego sposobu rozumowania.

„Zabrali go i zaprowadzili na Areopag, mówiąc: Czy możemy dowiedzieć się, co to za nowa nauka, którą głosisz? Kładziesz bowiem jakieś niezwykłe rzeczy w nasze uszy; chcemy przeto wiedzieć, o co właściwie chodzi. A wszyscy Ateńczycy i zamieszkali tam cudzoziemcy na nic innego nie mieli tyle czasu, co na opowiadanie i słuchanie ostatnich nowin.” (Dz. Ap. 17:19-21)

Grecy żyjący w tamtych czasach nie szukali Boga, a ich serca nie były wrażliwe potrzebę zbawienia, która dotyczyła ich życia osobistego. Ich umysły były trzymane w niewoli przez duchy terytorialne. Ostatecznie udało im się wciągnąć nawet Pawła w ten sposób działania. Apostoł Paweł skończył przemówienie żenująco przedrzeźniany przez Ateńczyków i pozostawił w mieście małą grupę wierzących po wygłoszeniu elokwentnej mowy o „nieznanym Bogu…”.

Paweł najwyraźniej uznał swoją porażkę i postanowił wejść do Koryntu w całkowicie odmiennym duchu. Patrząc na sposób, w jaki zwraca się do Koryntian, zdaje mi się jasne, że musiał przejść poważną rozmowę z Duchem Świętym na trasie między tymi dwoma miastami. Zauważcie radykalną zmianę w jego nauczaniu:

„Również ja, gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego. I przybyłem do was w słabości i w lęku, i w wielkiej trwodze, a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc.”(1 Koryntian 2:1-4)

 

Zadziałał w duchu, który był przeciwny do ducha Grecji i złamał w swojej mentalności każde przymierze, które wiązało go z tym duchem. Po zderzeniu się z mądrością Greków zdecydował się znać jedynie Jezusa Chrystusa i zaprezentował się Koryntianom w obliczu ich niewiedzy z bojaźnią oraz drżeniem przed Bogiem. Demonstrował Bożą moc z prostotą, kiedy ścierał się z ich argumentami. W rezultacie powstał tam szybko wzrastający kościół, gdzie mogli wyrosnąć wspaniali uczniowie.

Za każdym razem gdy walczymy przeciwko mocom terytorialnym, sprawą największej dla nas wagi jest wpierw poznać, w jaki sposób te moce działają. Wówczas musimy zacząć łamać jakiekolwiek duszewne przymierza, które mogliśmy mieć ze wspomnianymi już cechami mocarza – i w końcu przechodzimy do działania, będąc całkowicie w innym duchu, Duchu, który się przeciwstawia ciemności.

Na przykład, jeśli zamierzamy walczyć przeciwko „Królowej Niebios” lub „Wielkiemu Babilonowi”, pierwszą rzeczą, którą mówi Pismo to:

„I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające.” (Objawienie Jana 18:4)

Następnie odnajdujemy wszystkie cechy charakterystyczne, które znaleźliśmy w Biblii, szczególnie w historii wszystkich „królowych” wymienionych w Piśmie. Poniżej, wymienimy kilka, bez wgłębiania się w szczegóły:

Królowa Waszti: Była próżna i nie szanowała autorytetu. Jej ego było ponad wolą jej męża. Niektóre jej cechy to: z natury buntownicza i nieposłuszna, jej sprawy zawsze były ważniejsze niż sprawy innych.

Królowa Jezebel: Była manipulantką i kontrolowała swojego męża. Sprzeciwiała się proroczemu głosowi, nie miała bojaźni Bożej, była bałwochwalczynią i samozwańczą prorokinią. Zwiodła Boże sługi (kapłanów) i doprowadziła ich do tego, by cudzołożyli duchowo i jedli rzeczy poświęcone bożkom. Nauczyła ich odczuwać przyjemność w łamaniu Słowa Bożego i we wszeteczeństwie. Innych członków ludu Bożego poprowadziła do odczuwania samozadowolenia, nawet pomimo grzechu. Była zwodnicza, bałwochwalcza i musiała zawsze dopiąć swego, narzucając swoją wolę bez względu na cenę, nawet jeśli wymagało to zniszczenia drugiej osoby. Była mocno związana z kultem bałwanów. Jezebel jest łączona z duchem Pytona, który jest rodzajem węża. Duch ten unicestwia za pomocą języka, wyswobadzając swój morderczy jad. Dusi także i dławi swoje ofiary, aż zaczną robić to, co Jezebel chce.

Królowa Szeby: Kupuje czyjąś łaskę prezentami, jest uwodzicielska, zmysłowa i przypochlebiająca się innym. Torując sobie drogę przysługami i darami, chce otoczyć się tymi, którzy zajmują wysokie pozycje.

Królowa Atalia: Szuka pozycji, mocy i władzy, dąży do niej nawet przez niszczenie każdego, kto jej stanie na drodze – duchowo lub naturalnie. Czuje się postawiona ponad wszystkimi i nikt nie może się jej przeciwstawić.

Są też inne przykłady, ale nie staram się tu przeprowadzać dogłębnego studium „Królowych Nieba”. Chcę raczej pokazać zasadę, która pozwoli nam wyjść z bitwy bez żadnych obrażeń.

Większość wojowników i wstawienników jest całkowicie oddana Bogu. Wkładają wielki wysiłek w modlitwę, spędzając noce bezsennie w poszukiwaniu objawienia. Są ludźmi gorąco kochającymi Boga i chcą zrobić dla Niego wszystko. To jednak nie sprawia, że są bezpieczni, z daleka od niebezpieczeństwa. Jeśli apostoł Paweł (już głosząc! – przyp. red.) był usidlony przez ducha, który doprowadził go do porażki, to równie dobrze może się to przydarzyć nam.

W moich doświadczeniach z tysiącami żołnierzy i wstawienników Najwyższego widziałam, że często wiodą satysfakcjonujące życie i pokornie trzymają się danych im przez Boga zdolności, duchowych darów, gdyż pragną zrobić wszystko, o co Bóg może ich poprosić. Kiedy diabeł widzi takie cudowne cechy w ludziach, stara się ich zaatakować na przykład przez subtelny legalizm. Dlatego Bóg pokazał nam jak ważna jest bardzo szczegółowa analiza cech charakterystycznych, które nas łączą i identyfikują z duchami terytorialnymi.

Łatwo powiedzieć: „Jestem oddanym Bożym sługą i nie mam nic wspólnego z Jezebel.” Ale Bóg chce, byśmy zanalizowali od wewnątrz głębię naszej ludzkiej natury. Jeśli jesteśmy szczerzy, zobaczymy, że każdy z nas ma pewne cechy kontroli, manipulacji, buntu, próżności i tak dalej, po prostu dlatego że nasze działanie wywodzi się z upadłej natury, która kształciła struktury naszego charakteru i naszej duszy. Od chwili urodzenia dziecko stara się manipulować. Pierwsze słowo, które większość dzieci mówi po „mama” i „tata”, to: „nie”. Dziecko nie wie, jak się nazywa, ale wie, jak narzucać swoją wolę. Powoli uczy się mierzyć granice tolerancji swojego rodzica, aż znajdzie sposób manipulowania drugą osobą, żeby dostać to, co chce.

Jeśli chcesz wiedzieć, jak Królowa Jezebel może oddziaływać na twoje życie, to po prostu zwróć uwagę na swoje reakcje, kiedy ktoś jest zdecydowanie przeciwny twoim najważniejszym marzeniom. Niektórzy ludzie mogą być smutni, wściekli, wpadać w melancholię lub depresję, inni mogą reagować przebiegle. Mimo to, te wszystkie reakcje ostatecznie mają na celu manipulację i kontrolę. Ważne jest się do nich przyznać i poprosić o przebaczenie, by diabeł nie był w stanie nas dotknąć.

Wszystkie te kontrolujące zachowania są zaledwie wewnętrznymi, podstawowymi manifestacjami „Królowej Niebios”. Ludzka natura jest sama w sobie buntownicza, nieposłuszna, kontrolująca, i pełna zła. Każdy z nas powinien przekopać i przeszukać każdy zakamarek swojej duszy. Przede wszystkim dotyczy to wstawienników i wojowników duchowych, nawet jeśli są oni już prowadzeni przez Ducha Świętego i chodzą w uświęceniu w wielu obszarach. Może nam się wydawać, że niektóre rzeczy dłużej w nas nie działająj, bo zostało nam już wszystko automatycznie przebaczone, jednak jeśli nigdy nie wyznaliśmy określonych grzechów, to mogą one ciągle mieć wpływ na nasze życie i mogą być nie odpuszczone.

Kiedy zbiera się nasza grupa walki duchowej, staramy się zidentyfikować wszelkie przymierza, które możemy mieć z poszczególnymi cechami duchów, z którymi będziemy walczyć. Spędzamy dużo czasu na wspólnej rozmowie i wyciągamy na światło wszystkie rzeczy, które mogliśmy zrobić wcześniej, a które odnoszą się do danego typu postaw. Następnie ostrożnie badamy naszą przeszłość. Zajmujemy się nawet każdą myślą, która mogła przemknąć nam przez umysł, filmami i programami telewizyjnymi, które mogliśmy oglądać oraz bohaterami, których podziwialiśmy, a którzy mieli jakąkolwiek z omawianych pospolitych wad. Czasem Bóg może wyciągnąć na światło jakiś kawał, który mogliśmy powiedzieć lub z którego mogliśmy się śmiać, a który stworzył duchowe przymierza. Nie sugeruję, że nie powinieneś nigdy więcej włączać telewizora, ani też, że nie powinieneś już nigdy więcej opowiadać żadnego żartu. Mówię o wyznawaniu każdej słabości naszej ludzkiej natury – która oczywiście jest przez Boga ciągle udoskonalana.

Pamiętam, że kiedy przygotowywaliśmy się do walki w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, analizowaliśmy duchowe cechy charakterystyczne dla Hitlera. Znajdował się wśród nas jeden drogi wojownik duchowy, który wstał i powiedział: „Ja się zdecydowanie nie identyfikuję z duchem antysemityzmu Hitlera”. Następnie, po chwili ciszy, inny członek z naszej grupy przerwał milczenie i zapytał: „Pamiętacie, jak zwykle śmialiśmy się z żartów o Oświęcimiu, kiedy byliśmy w szkole?”. Tak pierwsza osoba spokutowała. Wszyscy wyraźnie zobaczyliśmy, jak łatwo możemy wpaść w subtelne pułapki, które mogą identyfikować nas z dziełem diabła. Rozpoznajemy przymierza, które w przeszłości mogły się zdawać nawet nieważne, i przyznajemy się do nich. W taki sposób osiągamy pozycje duchowe, które uzdalniają nas, byśmy posiadali autorytet do niezagrożonej niczym walki. Od momentu gdy to zrozumieliśmy i wprowadziliśmy tę zasadę w życie, nigdy nie mieliśmy ani jednej ofiary wojny. To może mieć mało wspólnego z codziennym życiem młodych chrześcijan, ale działa w przypadku duchowych wojowników, którzy chcą walczyć przeciwko siłom terytorialnym.

b. Kiedy nie jesteśmy odpowiednio zorganizowani, będziemy atakowani przez diabła

Wojna terytorialna jest kwestią subtelną. Musimy zrozumieć walkę duchową jako akcję, w której koordynowane są działania dobrze zorganizowanej, ogólnoświatowej armii, działającej też poprzez wywiad wojskowy. W rzeczywistości ziemskiej podczas konfliktu zbrojnego zwycięstwo lub porażka będą zależały od tego, kto posiada:

- najlepszą strategię,

- większą wiedzę dotyczącą sił i słabości wroga,

- najlepiej zorganizowaną armię,

- najlepszą broń.

Bez wątpienia ten porządek jest niezwykle ważny. Choć jako dzieci Boże dysponujemy najpotężniejszą bronią, to jednak często widzieliśmy wiele przegranych bitew, ponieważ naszej armii brakowało właściwej strategii i nie umieliśmy przewidzieć, skąd nadejdzie atak nieprzyjaciela.

Walka duchowa jest jak gra w szachy. Musimy przewidzieć każdy zwodniczy ruch naszego nieprzyjaciela, a jednocześnie zachowywać czujność i gotowość, by zniszczyć każdy z nich, nawet zanim skończy dany ruch wykonywać.

Walka duchowa wymaga wnikliwego przewidywania, Bożej inteligencji, intuicji i objawienia. Jest to kwestia precyzyjnego [proroczego] określania poszczególnych punktów i obszarów ataku. Nie możemy uderzać na oślep, tak po prostu wystrzeliwując pociski jak szaleni, licząc na to, że jakoś trafimy fortecę – nie wszystkie cele będą wtedy zniszczone, a poza tym może nas to dużo kosztować.

Bardzo ważne jest posiadanie właściwie zorganizowanych armii do każdej walki. Zarówno generałowie jak i kapitanowie muszą współpracować w harmonii i jednomyślności. Każda część armii musi być uświęcona i musi się wcześniej przygotować. Ludzie muszą być też odpowiednio chronieni postami i modlitwami – zarówno przed, w trakcie jak i po wojnie. Trzeba opracować odpowiednią strategię przez tworzenie map duchowych, właściwe prześledzenie sprawy i otwarcie się na prorocze słowa. Wszyscy uczestnicy muszą funkcjonować w całkowitym posłuszeństwie wobec Boga i stać w pełni w Jego autorytecie.

Wojownik-indywidualista realizujący osobiste plany, który po prostu pragnie zostać bohaterem, będzie tylko narażał armię. Grzech któregokolwiek z żołnierzy będzie miał wpływ na końcowy wynik bitwy i narazi wszystkich na klęskę. Widać to było w bitwie pod Aj, kiedy armia Jozuego przegrała z powodu grzechu Achana (Jozuego 8).

Podstawową zasadą walki duchowej jest to, że poziom, na którym atakujemy diabła, musi odpowiadać poziomowi naszego duchowego autorytetu i naszej relacji z Bogiem. Głębokość naszej relacji z Bogiem będzie decydować o tym, jak wysoki jest stopień hierarchii demonicznej, przeciwko której możemy walczyć.

Jeśli wojownik chce walczyć przeciwko mocom terytorialnym, a brakuje mu autorytetu do uwolnienia osoby, która jest opętana, to, logicznie patrząc, brakuje mu mocy wymaganej do zwyciężenia na tym poziomie. Wojownicy, którzy chcą się zaangażować w walkę na wysokim poziomie, a są niezdolni do przezwyciężenia kwestii związanych z ich własnym charakterem, ze swoimi finansami, nie będą mieli mocy walczyć w walce terytorialnej i łatwo zostaną pokonani. Aby stawić czoła wyższym hierarchiom, trzeba mieć autorytet wypróbowany ogniem oraz silną intymną relację z Bogiem.

Połączona siła wielu mocnych wojowników może jednak służyć jak forteca, by ochraniać słabszą osobę wewnątrz grupy. Nie mamy na celu wykluczania wojownika z powodu każdej najmniejszej słabości, lecz dążymy do pomagania osobom, chronienia ich i wspierania – by mogły wzrastać dzięki doświadczeniu innych.

Stopnie wewnątrz Bożej armii nie są osiągane dlatego, że ktoś ma głębokie objawienia. Są osiągane poprzez odniesienie zwycięstwa nad wrogiem (patrz 1 Jana 2:14 – przyp. tłum.). Odniesienie zwycięstwa nad zwierzchnością wyniesie wojowników na wyższe sfery wpływu w świecie duchowym.

Gdy jesteśmy częścią Bożej armii, nasz autorytet jest ściśle proporcjonalny do naszego poddania się naszym ziemskim autorytetom. Możemy czasem zobaczyć kogoś, kto jest powołany do wojny, ale jest w kościele, gdzie walka duchowa jest albo nieznana, albo odrzucana. W pierwszym przypadku taki wojownik powinien poinformować swojego pastora, że czuje powołanie do armii walki duchowej. Jeśli pastor jest otwarty, zaproponuje, żeby żołnierz się przygotował i skieruje go do innych ludzi, którzy są doświadczeni i wypróbowani na tym polu. W drugim przypadku żołnierz musi wybrać, czy zapomnieć o wojnie i dalej służyć w tym kościele, czy też ten kościół opuścić i szukać takiego miejsca, gdzie może wyrosnąć na żołnierza.

Szatan pokonał wielu wojowników, ponieważ w momencie gdy poczuli powołanie, lekkomyślnie rzucili się do walki, robiąc z siebie Bożych męczenników. Nie zważali na autorytet pastora, z którym współpracowali. Takie działanie jest niebezpieczne.

Bóg jest Bogiem porządku i trzyma się swoich planów. Kiedy kogoś powołuje i chce, by natychmiast angażował się w walkę terytorialną, robi to, gdy dany człowiek wcześniej przeszedł odpowiedni trening. Bóg w wyjątkowy sposób łączy taką osobę z tymi generałami, którzy jej pomogą, i otwiera drogę, by Jego plany się spełniły, choćby pojawił się jakiś sprzeciw.

W mojej organizacji są wojownicy, którzy należą do kościołów niepraktykujących duchowej walki. Mimo to ich pastorzy akceptują mój autorytet w sprawach walki duchowej i żołnierze ci mogą wzrastać zgodnie z ich powołaniem. Żołnierz musi być całkowicie poddany pod swój pastorski lub apostolski autorytet, żeby być pod ochroną. Za każdym razem gdy próbuje podjąć walkę, musi wpierw przedstawić mi swoją strategię, a my będziemy go otaczać ochroną modlitewną przez sieć wstawiennictwa.

Ważne jest też, żeby poziom ochrony duchowej odpowiadał poziomowi walki, której stawiamy czoła. Nie możemy, na przykład, walczyć ze zwierzchnością nad narodem, będąc chronieni modlitewnie przez mały, niezależny kościół. Nie możemy także walczyć z mocą ciemności na poziomie światowym, kiedy ochrona jest tylko na poziomie narodowym. W takim przypadku kluczowe jest, by ochrona danej inicjatywy była powierzona sieci ogólnoświatowej.

Ja, osobiście, jestem poddana apostołowi Rony`iemu Chavesowi z Kostaryki. Jednak w kwestiach walki w Stanach Zjednoczonych i w Europie jestem pod ochroną Apostoła Petera Wagnera. Zwykle przed każdym z nich zdaję sprawę z mojego życia i działań.

Byłam powołana do walki duchowej od czasu mojego nawrócenia. Jednak przygotowanie mnie, bym była zdolna walczyć z mocami i zwierzchnościami na wyższych poziomach, wymagało ciężkiego treningu i Bożego rozprawiania się z moim starym życiem. Widzę, jak wszystko od początku było Bożym planem służącym dla mojego wzrostu. Narodziłam się na nowo w kościele, który był w tym czasie silny w uwalnianiu oraz bardzo radykalny w rozprawianiu się z grzechem i cielesnością. Gdy stawiałam moje pierwsze kroki w chrześcijaństwie, ci ludzie pokazywali mi życie przybite do krzyża, a jednocześnie wytrenowali w działaniu w mocy Bożej i w wierze.

Bóg tak mną kierował, że umieszczał mnie obok swoich sług, którzy istotnie przyczyniali się do mojego rozwoju. Miałam wielkich nauczycieli – począwszy od mojego ojca w służbie, dr Morrisa Cerrullo, który wierzył we mnie i pracował wytrwale, trenując mnie w swojej organizacji. Po pracy z nim Bóg dalej dostarczał mi kolejne części treningu, konieczne dla mojego właściwego rozwoju.

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że wojownik wysokiego poziomu jest wykuwany w taki sam sposób jak stalowy miecz w rozżarzonym piecu. Uderzenie za uderzeniem. Aż stanie się błyszczący i naostrzony. Nie ma czegoś takiego jak wojownicy z mikrofalówki, którzy będą gotowi iść i czynić cuda po weekendowym seminarium.

3. Ofiary wojny lub cierpień ze strony Boga.

Każdy wypadek wojenny jest zwykle uważany za niepotrzebną ofiarę, nieuchronny los, nieszczęście lub atak diabła. Jak wcześniej zobaczyliśmy, możemy całkowicie polegać na Bożej ochronie, aby ataki lub posunięcia szatana nie miały powodzenia w naszym życiu. Wierzę, że to nie tak, że szatan może nam coś zrobić w odwecie za wojnę. Problem tkwi w naszej zdolności właściwego postrzegania spraw, z odpowiedniej perspektywy. Nie możemy bowiem nazywać wszystkiego, co się z nami dzieje, „kontratakiem wroga”.

Apostoł Jan napisał:

„Wiemy, że żaden z tych, którzy się z Boga narodzili, nie grzeszy, ale że Ten, który z Boga został zrodzony, strzeże go i zły nie może go tknąć”. (1 Jan. 5:18)

 

Według źródeł historycznych Jan został zanurzony we wrzącym oleju, uwięziony na wyspie Patmos i cierpiał na różne inne sposoby. Jednakże nigdy nie czuł, że to diabeł mógł go dotknąć.

Sam Jezus powiedział:

„Oto dałem wam moc, abyście deptali po wężach i skorpionach, i po wszelkiej potędze nieprzyjacielskiej, a nic wam nie zaszkodzi”. (£uk. 10:19)

 

Jezus wiedział, że kościół będzie torturowany, prześladowany i umęczony, a jednak nie przypisał tego działalności nieprzyjaciela. Bóg objawił Pawłowi, że ilekroć ten znajdował się w różnych uciskach, nie powinien patrzeć na sprawy w rzeczywistości naturalnej, ale na to, co się działo w świecie niewidzialnym – ponieważ wszelkie bolesne okoliczności zwiększają ciężar nieskończenie wzrastającej wiecznej chwały, która była nad nim (parafraza 2 Koryntian 4: 16-18).

Spójrzmy też, co stało się w największej bitwie, którą kiedykolwiek rozegrano, a która miała miejsce na krzyżu Kalwarii. W oczach człowieka kierującego się cielesnymi zmysłami, kiedy Jezus umarł, szatan wygrał wojnę. Ta śmierć znaczy, że siłom zła udało się Bożego Syna torturować, upokorzyć, zelżyć i w końcu zabić. Jeśli patrzymy na to ze ściśle ziemskiego punktu widzenia (który jest ograniczony do tego, jak sprawa przedstawia się z zewnątrz) to był to straszliwy atak ze strony złego, za pomocą którego udało mu się Jezusa zwyciężyć. Ale tylko Boży umysł dostrzegł to, co wydarzyło się naprawdę w świecie niewidzialnym. Przez śmierć Jezusa przyszło zwycięstwo nad grzechem oraz śmiercią dla całej ludzkości. Przez ból On zwyciężył ból. Przez pozwalanie na lżenie, zwyciężył obelgi. Przez upokorzenie, zwyciężył arogancję. Przez te wszystkie straszne cierpienia, zniszczył imperium diabła.

Dlatego że absolutnie nikt nie wierzył wtedy, że Jezus będzie wzbudzony z martwych, Golgota zdawała się być Jego klęską i końcem Jego nadziei. Ale stała się największym zwycięstwem w całym wszechświecie! Okrutny atak szatana przeciwko Synowi Bożemu był głównym planem Ojca powziętym przed stworzeniem świata!

Dostrzeganie jedynie zewnętrznego aspektu rzeczy i patrzenie jedynie z logicznego, cielesnego punktu widzenia nieuchronnie prowadzi do duchowych błędów. Możemy uważać, że przechodzimy przez straszną tragedię, podczas gdy Bóg wykonuje najcudowniejszą pracę w naszym życiu, z której my nie zdajemy sobie sprawy. Dzieje się tak, ponieważ błyskawicznie winimy wroga i mamy zwyczaj koncentrować się na negatywnych aspektach sprawy. Tak wpadamy w to, co wróg chce z nami zrobić – związać Bożych ludzi jarzmem strachu.

Problem, z jakim się dziś mierzymy, polega na tym, że Boży punkt widzenia jest całkowicie różny od punktu widzenia charakterystycznego dla świata XXI wieku. Dziś prawie każdy (zarówno niechrześcijanin jak i chrześcijanin) żyje w strukturach, które są skierowane na wygodę, dobrobyt, które nieustannie poszukują środków dających błyskawiczne rezultaty, zaspokajających duszę. Codziennie bombardują nas tysiące reklam z przesłaniem podprogowym, które namawiają nas do nieograniczonej konsumpcji. Czy tego chcemy, czy nie, ten system ma wpływ na lwią część obecnego sposobu myślenia prezentowanego przez ludzi w kościele. Wszystko dookoła nas ma swoje korzenie w tym systemie i krzyczy: „Unikaj cierpienia za wszelką cenę”. Świat zrobi wszystko, aby go uniknąć – lub przynajmniej, by cierpieć jak najmniej.

Z drugiej jednak strony Bóg ma zupełnie inny sposób myślenia o naszych próbach i uciskach. Pan wie, że szatan nie jest naszym największym wrogiem, bo On już go zwyciężył. To nasze ciało, nasze ego i nasza przyjaźń ze światem, czyni nas wrogami Boga (Jakuba 4:4). On wie, że najlepsze byłoby dla nas umrzeć dla tych spraw tak szybko jak to tylko możliwe.

Na Bożej skali wartości najlepszą rzeczą, która może się nam przydarzyć, to śmierć wszystkiego, co oddziela nas od Boga lub od naszego przeznaczenia. Bóg postrzega nasze cierpienie jedynie jako mały i czasowy ucisk, którego On może użyć, by wykształcić nas na osoby dojrzałe, jednocześnie objawiając się nam oraz pozwalając wchodzić na coraz wyższe i bardziej pełne chwały poziomy Jego królestwa. Potrzebne jest, żebyśmy przez wiele ucisków wchodzili do Królestwa Bożego (patrz Dzieje Ap. 14:22).

Diabeł nie posiada autorytetu, by robić wszystko co chce z dzieckiem Bożym – nawet w samym środku walki. On zawsze musi być poddany w posłuszeństwo Najwyższemu. Jezus przypomniał to szatanowi na pustyni.

„Napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko Jemu będziesz służył.” (£uk. 4:8)

 

Wszystkie cierpienia i uciski Joba nie miały swojego źródła w szatanie, nie stał się on także niepotrzebną ofiarą wojny. Ich przyczyną był Bóg we własnej osobie.

„I rzekł Pan do szatana: Skąd przybywasz? A szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Wędrowałem po ziemi i przeszedłem ją wzdłuż i wszerz.

Rzekł Pan do szatana: Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę, Joba? Bo nie ma mu równego na ziemi. Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego.

Na to szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Czy za darmo jest Job tak bogobojny?

Czy Ty nie otoczyłeś go zewsząd opieką wraz z jego domem i wszystkim, co ma? Błogosławiłeś sprawie jego rąk i jego dobytek rozmnożył się w kraju.

Lecz wyciągnij tylko rękę i dotknij tego, co ma; czy nie będzie ci w oczy złorzeczyć?

Na to rzekł Pan do szatana: Oto wszystko, co ma, jest w twojej mocy, tylko jego nie dotykaj! I odszedł szatan sprzed oblicza Pana.” (Job. 1:7-12)

 

Księga Joba opowiada, jak stracił on wszystko: swoją rodzinę, posiadłości, zdrowie – ale jednocześnie, jak Bóg potężnie pracował w jego życiu. Pan miał dla życia Joba plan pełen chwały, lecz wiedział też, że jedynym sposobem, w jaki ten mógłby osiągnąć wyższe poziomy zrozumienia, było przejście przez głęboki ucisk. Bóg zawsze miał wszystko pod kontrolą. Szatan nigdy nie wygrywał tej bitwy, nawet w środku najgłębszego bólu. Jahwe ciągle podnosił zwycięski sztandar w rzeczywistości duchowej, aż do momentu, w którym zwycięstwo zamanifestowało się w pełni – całkowitym odmienieniem losu Joba. Bóg zawsze dążył do wypełnienia najlepszych planów w życiu swojego sługi. Oczy Pana były skupione na wspaniałym celu, który rozwijał w jego życiu.

W podobnej sytuacji szatan poprosił Jezusa, by dać mu Piotra, żeby go „odsiać jak pszenicę”. Ale Syn Boży od początku miał chwalebny plan dla swojego ucznia i ten plan mógł się zrealizować przez potrząśnięcie jego duszą. Oczywiście szatan nie wydaje Jezusowi rozkazów. Jezus musi pozwolić mu działać w danej dziedzinie, ale potem też się wstawia, by wiara osoby, która jest atakowana, nie ustąpiła.

Po tym gdy Piotr zaparł się Jezusa, przeszedł straszne chwile całkowitej desperacji. Jednak ostatecznym rezultatem tych ucisków było to, że jego wewnętrzny człowiek został oczyszczony, aby później był zdolny umacniać swych braci.

Jest napisane:

„Jeśli z nim wytrwamy, z nim też królować będziemy; jeśli się go zaprzemy, i On się nas zaprze;” (2 Tym. 2:12)

 

Biblia mówi też:

„Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy także razem z nim uwielbieni byli.” (Rzym. 8:16-17)

 

Apostołowie we wczesnym Kościele przyjęli styl życia, w który wpisane było cierpienie, aby przesłanie krzyża mogło dosięgnąć krańców świata – ponieważ zrozumieli, że to zaprowadzi ich na wyższe poziomy chwały. Trzeba zauważyć, że zrozumienie Pawła dotyczące życia jednostki w chrześcijańskim świecie w czasach ostatecznych jest odmienne od współcześnie panujących przekonań:

„Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa. I znaleźć się w Nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, żeby poznać Go i doznać mocy zmartwychwstania Jego, i uczestniczyć w cierpieniach Jego, stając się podobnym do Niego w Jego śmierci”. (Filip. 3:8-10)

 

Mówił:

„Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas. Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani, ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani, zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło. Zawsze bowiem my, którzy żyjemy, dla Jezusa na śmierć wydawani bywamy, aby i życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło.” (2 Kor. 4:7-11)

 

Jaka wspaniała perspektywa i głębokie zrozumienie! Oto ktoś, kto znał i szukał niebiańskich celów. Ktoś, kogo dążeniem było, by całe potężne, zmartwychwstałe życie Chrystusa zostało odtworzone widzialnie i manifestowało się w jego ciele, żeby świat mógł zobaczyć Jezusa w nim – dosłownie. On nie przejmował się „diabłem” kradnącym mu samochód lub łamiącym kości. On nie liczył się z tym, że może utracić swoje życie czy wolność. Wiedział lepiej, jak ma żyć, bo Bóg mu powiedział:

„Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa. Dlatego mam upodobanie w słabościach, w zniewagach, w potrzebach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny.” (2 Kor. 12:9-10)

 

Dla Pawła wszystko było zyskiem. Śmierć była zwycięstwem, którego pragnął, a które posadziłoby go w pełni mocy obok jego ukochanego Jezusa. Był chętny znieść całe cierpienie i stracić wszystko, żeby móc zanieść Ewangelię zgubionym. Był prawdziwym Bożym wojownikiem, Generałem, który śmiało i z pełnią współczucia inspiruje nas do walki za narody.

Paweł i inni uczniowie rozumieli, że płaci się bardzo wysoką cenę za zdolność ustanawiania Ewangelii. Samo osiągnięcie zdolności do wyrwania 1 duszy diabłu może zupełnie powstrzymać królestwo ciemności w danym regionie, a nawet w narodzie. Czy uzdrowienie chromego człowieka przy Bramie Pięknej nie wywołało wrzawy w całej Jerozolimie (co potem miało skutek w aresztowaniu Piotra i Jana)? Jedno nauczanie w Efezie spowodowało zamieszki przeciw Pawłowi w całym mieście. Szczepan stracił swoje życie z powodu jednego nauczania.

To nie tylko walka duchowa na poziomie terytorialnym dręczy królestwo wroga – dokonuje tego także każdy postęp prawdziwego światła wewnątrz ciemności.

Są pewne Boże plany, które mają silny związek z cierpieniami, takimi jak strata kogoś kochanego, utrata dóbr materialnych lub przejście przez poważną chorobę. Te zdarzenia nie decydują jednak o tym, że diabeł przeprowadził kontratak i wygrał. Nie mogą być tak interpretowane.

Za przykład może nam posłużyć nietypowy sposób, w jaki Jezus ustanowił swój Kościół w pierwszym wieku. Kiedy Ewangelia była rozpowszechniana, jej naśladowcy stawali się męczennikami: byli wrzucani lwom na pożarcie, byli też krzyżowani, paleni żywcem i torturowani. Nie myśleli jednak: „Przestańmy chodzić na te chrześcijańskie spotkania, ponieważ diabeł zamierza nas zaatakować”. Przeciwnie! Im bardziej byli prześladowani, tym bardziej zbór się rozrastał, a Boża moc w Kościele proporcjonalnie wzrastała.

Boże plany są nieskończenie mądrzejsze niż nasze. Przelew krwi męczenników odegrał decydującą rolę. Stworzył fundament zbudowany na mocy krwi, a to pozwoliło Kościołowi przetrwać aż do dzisiaj. Siła Cesarstwa Rzymskiego była osłabiana stopniowo w każdym męczeństwie, aż do jej całkowitego zniszczenia. To był prawdziwie wysoki poziom strategicznej walki duchowej. W ludzkim, ziemskim myśleniu utrata życia jest wielką tragedią. Dla Boga to awans pierwszej klasy.

Zajmuję się walką duchową od 17 lat i doświadczyłam każdego rodzaju straty, wliczając w to też majątek i ukochanych, których Pan powołał do swojej obecności. Mojej najbliższej osoby, ukochanej siostry bliźniaczki, nie ma już na ziemi, między nami. Ale wiem, bez najmniejszych wątpliwości, że to nie ma nic wspólnego z diabelskimi kontratakami, nad którymi Bóg nie miał kontroli. Był to natomiast Jego wyjątkowy, chwalebny plan dla mojego życia. Pamiętam, że kiedy moja siostra, Mercedes, odeszła do chwały, Bóg wyraźnie mi powiedział: „Organizuję potężną Armię dni ostatecznych, która będzie współpracowała z moimi aniołami. Jedna z was musi walczyć z niebios, a druga z ziemi. Ona jest tą szczęśliwszą!”. W Jezusie niebiosa i ziemia są jednością. Mercedes, pełna chwały, czeka na mnie z otwartymi ramionami i z pewnością modli się wstawienniczo w trakcie wszystkich moich bitew. Nie straciłam niczego. Diabeł niczego mi nie odebrał. Mercedes po prostu zmieniła adres i zobaczę ja znów za kilka lat.

Diabeł nie może kontratakować po bitwie, która jest prowadzona przez Boga. W dalszej części książki powiem więcej o jednej z najgłębszych prawd, jakich Bóg mi dał na temat walki duchowej, rozwijając to, o czym tu mówiłam.

Raz jeszcze powtarzam: problem leży w naszym ludzkim, ograniczonym podejściu do tych spraw i w błędnym sposobie postrzegania kwestii Bożego porządku. Żyjemy w wieku elektroniki, gdzie prawie wszystko można rozwiązać przez naciśnięcie guzika (oczywiście, mówimy głównie o krajach rozwiniętych). Ciągle staramy się przełożyć te zasady na ustanawianie Królestwa Bożego na ziemi. Chcemy technologicznie rozwiniętej ewangelii – takiej, która uznaje, że możemy wypełnić świat chwałą Bożą przez proste naciśnięcie guzika. Szukamy ewangelii błogosławieństwa i sukcesu w przesłaniach, które są miłe dla ucha. Propagują one wyłącznie to, co prowadzi do „sukcesu” według definicji tego świata. Upragnionym celem jest wtedy mieć pokój, bezpieczeństwo i bogactwa tego świata.

Niestety jest to rodzaj kościoła, który Bóg pokazał Janowi w Objawieniu, gdy mówił o kościele w Laodyceji. Udowodnił, że nawet jeśli kościół jest bogaty i ma zaspokojone światowe potrzeby, Bóg może postrzegać go jako kościół biedny, nędzny, ślepy, nieszczęśliwy i nagi. Strasznym aspektem tej sytuacji jest fakt, że kościół stał się łatwym łupem dla diabła, który kłamie i straszy ludzi, usiłując wypełnić wszystkich bojaźnią – i często osiąga swój cel. W rezultacie Kościół stał się niewrażliwy na nic, przerażony, egoistyczny i prawie całkowicie stracił prawdziwą zdolność współczucia.

Przebaczcie mi, że piszę w taki ostry sposób, ale Bóg chce przenieść Kościół w większe i głębsze wymiary. On pragnie podnieść Go w zrozumieniu oraz mocy. Dlatego podstawową rzeczą, którą powinniśmy się zająć, to w realny sposób zmierzyć się z rzeczywistością i dokonać radykalnych zmian.

Udostępnij

Podążaj za nami na Facebook'u